Krzyczałem w nocy
I mnie przecież jak dymu laska
wytryskała gołębia młodość
K. K. Baczyński, Z głową na karabinie
śnię, że wstałem
w dzień jak co dzień
Cóż to? Palce moje w miodzie
To dziewczyna przy mnie kima
już zaczyna trząść oczyma
Gdzieś przy łóżku leży cegła
no kochanie bądź uległa
Dziewczę trochę rozespane
zadziwione, skacowane
Biję więc po głowie krzepko
by mi dziewczę nie uciekło
Lecz wyczucia brakło w dłoni
krwawy ślad widzę na skroni
Cóż to dziewczę mi tu kona!
Chowam w kieszeń więc kondoma
i poprawiam jej fryzurę
Może wstanie?
Więc na górę
Biegnę
Schody kręte, ślisko
Lecz już jestem bardzo blisko
Tu na strychu leży teczka
wewnątrz mała jest apteczka
W niej to będzie bandaż, plastry
czas ratować skroń niewiasty
Wracam, a tu dziewczę młode
między nogi wpycha kłodę
No i stęka tak straszliwie
że ruszyłem nań łapczywie
No a ona, zachwycona
co zakłada? No?
Tampona.
A krwawienie to na skroni
pochodziło od jej dłoni,
którą dziewczę dość obficie
buszowało sobie skrycie.
Zadrżałem. Druga w nocy.
"Pocztylion" stoi jak pika.
Prawa ręka piękna jak rozkaz
MAGNIFIKAT!
MAGNIFIKAT!
MAGNIFIKAT!
MAGNIFIKAT!